Wspomnienia Zbigniewa Królikowskiego – uczestnika misji UNEF II w Egipcie

2Do zasadniczej służby wojskowej zostałem wcielony w kwietniu 1973 r., był to 24 Pułk  Czołgów Średnich w Stargardzie Szczecińskim (tzw. „Czerwone Koszary”). Przysięgę wojskową złożyłem w czerwcu tegoż roku. W trakcie odbywania służby wojskowej w listopadzie 1973 r. podczas obowiązkowego oglądania dziennika telewizyjnego, pojawiała się informacja o wyjeździe polskich żołnierzy na misję pokojową ONZ do Egiptu. Moim marzeniem też było znalezienie w takiej jednostce, która by wysłała żołnierzy. Wiosną 1974 r. pojawiła się informacja o naborze do jednostki specjalnej, która będzie brała udział w misji pokojowej na Bliskim Wschodzie. Nabór następował po rozmowie z oficerem politycznym, który wypytywał o rodzinę na zachodzie, jeżeli ktoś miał, był zdyskwalifikowany. Po rozmowach zostałem zakwalifikowany. Następnym etapem był wyjazd do jednostki wojskowej w Czarnym, gdzie byliśmy szkoleni na wyższą kategorię prawa jazdy z B na C + E. Po szkoleniu i zdaniu egzaminów powrót do swojej macierzystej jednostki w Stargardzie.

W kwietniu przyszedł rozkaz o wyjeździe do Gdańska gdzie formowała się jednostka specjalna. Po przybyciu do jednostki specjalnej, zostałem przydzielony do drużyny kierowców, która miała obsługiwać sztab UNEF. Było nas 12 kierowców i dowódca drużyny. W czasie przygotowań do wyjazdu były szczegółowe badania lekarskie, musztra, doskonalenie jazdy samochodem po ulicach Gdańska jak również szkolenia teoretyczne wynikające z zagrożeń, które mogłyby się tam pojawić. Szkolenia te trwały aż do momentu wyjazdu.

Wyjazd nastąpił w dniu 27 czerwca 1974 r. z lotniska w Gdańsku, było pochmurno i padała mżawka. O godzinie 7:00 załadowaliśmy się na samochody Star 66 i zostaliśmy przewiezieni na lotnisko, tam czekał na nas samolot IŁ 18, czterosilnikowy samolot śmigłowy, który zabierał ok. 100 pasażerów. Był to samolot PLL LOT, który był wyczarterowany do przewozu żołnierzy. Po starcie stewardessy częstowały nas cukierkami. Po ok. 2 godzinach lotu wylądowaliśmy na lotnisku w Budapeszcie, celem uzupełnienia paliwa. Na pasażach lotniska można było zobaczyć wiele reklam sklepów, a nie ta szara rzeczywistość co u nas. Po zatankowaniu ponownie zajęliśmy miejsca w samolocie i dalszy lot do Kairu. Nad Kairem lataliśmy ok 0,5 godziny zanim dostaliśmy zgodę na lądowanie. Po wyjściu z samolotu na płytę lotniska uderzyło ciepło a było ok. godziny 16:00. Załadowaliśmy się na Stary 66 i pojechaliśmy do obozu na przedmieściach Kairu – Heliopolis. Po zakwaterowaniu się w namiotach, poszliśmy na kolację, po kolacji zapoznano nas z obozem. Przez kilka dni nikt się nami nie interesował, chodziliśmy z dowódcą drużyny na posiłki i tak minęło kilka dni. W końcu przydzielono nas do kompanii transportowej. Na nasze pytania, że mieliśmy obsługiwać sztab UNEF’u odpowiedź była, że nasze miejsca zajęli żołnierze z Gany. Tak więc trafiłem do Drugiego Plutonu Kompanii Transportowej. Został mi przydzielony samochód GAZ 69 tzw. popularny „Gazik”, teraz zaczęła się normalna służba. Rano o godzinie 6:00 zaprawa poranna, śniadanie i do swoich zajęć. Od godziny 12 do 16 była sjesta – czas wolny. Z Kairu do Alekstandrii pilotowałem kolumnę samochodów STAR 66. Do Aleksandrii jeździłem po zaopatrzenie, które przewoziłem do magazynów UNEF. Kolumna taka składała się z dwóch samochodów GAZ 69 i do 10 samochodów STAR 66. Jeden z GAZ’ów 69 jechał z przodu pilotując kolumnę i drugi zamykał kolumnę. W pierwszym jechał dowódca plutonu a także żołnierze. Wyjazd z Kairu rozpoczynał się o godzinie 6:00, do Aleksandrii dojeżdżaliśmy ok. godziny 14 – 15. Załadunek z magazynów, potem do hotelu. Hotel znajdował się nad brzegiem Morza Śródziemnego, biegła tam tylko szeroka ulica. Po zjedzeniu kolacji w hotelu można było iść na plażę, gdzie chętnie korzystaliśmy. Po powrocie odpoczynek i rano wyjazd w drogę powrotną. Tak mijały dni.

Mając to szczęście, że jeździłem samochodem byłem kilkukrotnie na wycieczce pod piramidami. Budowle te robiły ogromne wrażenie nie tylko na mnie, ale również na moich kolegach. Zwiedziliśmy też muzeum narodowe, gdzie można było zobaczyć mumie oraz inne eksponaty muzealne sprzed 4000 lat. Z dowódcą plutonu jeździłem do Ismailii, tam gdzie miał być nasz docelowy obóz. W byłych koszarach angielskich, znajdowało się tam też nieduże lotnisko. Spotkałem tam Kanadyjczyka polskiego pochodzenia, którzy mówił dobrze po polsku, był w stopniu szeregowca – to była armia zawodowa.

Po miesięcznym pobycie w Kairze na Heliopolis przeprowadzka i zakwaterowanie w przygotowanych barakach, to był już stały obóz w Ismailii. Do Aleksandrii pilotowałem kolumny wraz z dowódcą plutonu co 2 – 3 tygodnie. Cytat z Żołnierza Polskiego nr 31 „W pół godziny po pobudce ożył park samochodowy. Jako pierwszy przy swoim samochodzie zameldował się szeregowy Królikowski. Dziś on i jego 11 kolegów pod dowództwem porucznika Zbigniewa Wrony wyjeżdżają w dwudniową podróż do Aleksandrii po kolejny ładunek żywności dla wszystkich kontyngentów DSZ. Trudna to trasa wymagająca od kierowców starannego przygotowania STAR’ów i dużych umiejętności na 800 km trasie. Zarówno Królikowski jak i pozostali kierowcy myśleli o jednym, aby wóz nie sprawił zawodu. Pośród naszych transportowców sprawą najwyższego honoru jest terminowy, bezawaryjny powrót z trasy.” Czas wolny w Aleksandrii wykorzystywaliśmy na zwiedzanie zabytków a także robiliśmy zakupy pamiątek. Jedną z pamiątek, które kupiłem w Aleksandrii, są złote obrączki, które mam do dnia dzisiejszego.

O dyspozycjach wyjazdów poszczególnych kierowców dowiadywaliśmy się na apelu wieczornym. Jedną z ciekawszych dyspozycji był wyjazd z oficerem Ghańskim do GANBATU nad jezioro Gorzkie. Następnego dnia rano zameldowałem się przy sztabie UNEF’u, który znajdował się przy szpitalu. Oficer Ghański czekał już na mnie. Zawiozłem go bezpiecznie, choć bariera językowa była nie do pokonania. Bezpiecznie wróciliśmy do Ismailii. Jednodniowe wyjazdy z oficerami były także do Suezu, jadąc drogą można było zobaczyć uwięzione polskie statki na jeziorze Gorzkim. Były to statki o nazwie „Bolesław Bierut” i „Dżakarta”. Byłem także z oficerami na wycieczce na Synaju. Przeprawialiśmy się mostem pontonowym prze Kanał Sueski jadąc mijaliśmy całe parki samochodów i czołgów, które w czasie wojny zostały spalone. Na piaskach pustyni widać było wędrujące miny. Nad brzegiem zatoki były wyrzucone przez fale martwe elementy rafy. Byłem także w Port Said, wrażenie zrobił na mnie czołg, który był uszkodzony i stał na jednej z głównych ulic. We wszystkich miastach Egiptu, których byłem górują meczety.

W obozie życie toczyło się spokojnie, w czasie wolnym chodziłem do kantyny, która była tylko dla żołnierzy służby zasadniczej, oficerowie i podoficerowie mięli swoją. Było to zrobione na wzór zachodni. Pierwszy raz byłem na występie szwedzkiego zespołu ABBA. Jednym z ciekawszych wyjazdów był wyjazd z dowódcą kompanii i innymi oficerami do polskiej ambasady w Kairze na dzień wojska polskiego, który był wtedy obchodzony 12 października. Zaproszeni byli przedstawiciele różnych państw, w większości ambasadorzy i attache. Byłem pierwszy raz na takiej uroczystości, kelnerzy roznosili napoje, były także szwedzkie stoły, każdy mógł podejść i się poczęstować. Przyjęcie w ambasadzie trwało do północy. Wracając z powrotem zostaliśmy zatrzymani na posterunku, który był na drodze między Kairem a Ismailią. Zatrzymanie odbywało się w taki oto sposób: rozstawione beczki w poprzek drogi, gdy się zatrzymaliśmy dróch żołnierzy z wycelowaną bronią podeszło do samochodu i zażądali dokumentów, z nimi rozmawiał tłumacz. Po upływie godziny przepuścili nas. Do bazy dojechaliśmy już bez żadnych przygód.

Każdy żołnierz miał znak tożsamości tzw. nieśmiertelnik, ja miałem z numerem 0001646. Żołd wynosił 50 dolarów, było to dużo a zarazem mało, porównując się do innych kontyngentów, które brały udział. Zbliżał się czas wyjazdu do Polski, najtrudniej było gdy koledzy wyjeżdżali a ja musiałem pozostać.

8 grudnia 1974 r. na apelu wieczornym zostałem wyczytany do wyjazdu, w dniu 9 grudnia 1974 r. Po przylocie do Gdańska, powrót do szarej rzeczywistości. Ok. 10 dni kwarantanny i odbyciu badań rozjechaliśmy się do domów na zasłużony urlop.

Autor tekstu: Zbigniew Królikowski

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wspomnienia z misji i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Warning: fsockopen(): unable to connect to www.sweetcaptcha.com:80 (Connection timed out) in /home/skmponz/domains/skmponz.szczecin.pl/public_html/wp-content/plugins/sweetcaptcha-revolutionary-free-captcha-service/library/sweetcaptcha.php on line 81

Kliknij aby dodać emotikonę

SmileBig SmileGrinLaughFrownBig FrownCryNeutralWinkKissRazzChicCoolAngryReally AngryConfusedQuestionThinkingPainShockYesNoLOLSillyBeautyLashesCuteShyBlushKissedIn LoveDroolGiggleSnickerHeh!SmirkWiltWeepIDKStruggleSide FrownDazedHypnotizedSweatEek!Roll EyesSarcasmDisdainSmugMoney MouthFoot in MouthShut MouthQuietShameBeat UpMeanEvil GrinGrit TeethShoutPissed OffReally PissedMad RazzDrunken RazzSickYawnSleepyDanceClapJumpHandshakeHigh FiveHug LeftHug RightKiss BlowKissingByeGo AwayCall MeOn the PhoneSecretMeetingWavingStopTime OutTalk to the HandLoserLyingDOH!Fingers CrossedWaitingSuspenseTremblePrayWorshipStarvingEatVictoryCurseAlienAngelClownCowboyCyclopsDevilDoctorFemale FighterMale FighterMohawkMusicNerdPartyPirateSkywalkerSnowmanSoldierVampireZombie KillerGhostSkeletonBunnyCatCat 2ChickChickenChicken 2CowCow 2DogDog 2DuckGoatHippoKoalaLionMonkeyMonkey 2MousePandaPigPig 2SheepSheep 2ReindeerSnailTigerTurtleBeerDrinkLiquorCoffeeCakePizzaWatermelonBowlPlateCanFemaleMaleHeartBroken HeartRoseDead RosePeaceYin YangUS FlagMoonStarSunCloudyRainThunderUmbrellaRainbowMusic NoteAirplaneCarIslandAnnouncebrbMailCellPhoneCameraFilmTVClockLampSearchCoinsComputerConsolePresentSoccerCloverPumpkinBombHammerKnifeHandcuffsPillPoopCigarette